TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Początek drugiej bitwy pod Ypres

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
22 kwietnia 1915
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Druga bitwa pod Ypres
Tagi:
Niemcy, Francja, Kanada, broń chemiczna

22 kwietnia 1915 roku, pod wieczór, na północnym skraju łuku frontu wokół Ypres niemieccy saperzy odkręcili zawory kilku tysięcy stalowych butli. Nad ziemią niczyją uniosła się zielonkawożółta chmura chloru, którą lekki wiatr zepchnął na okopy dwóch francuskich dywizji. W ciągu godziny ich obrona przestała istnieć, a w alianckim froncie otworzyła się wyrwa szeroka na kilka kilometrów. Był to pierwszy na froncie zachodnim atak gazem bojowym, który miał zabijać, i zarazem początek drugiej bitwy pod Ypres, trwającej do 25 maja.

Gaz zamiast pocisków

Pierwszą próbę z bronią chemiczną Niemcy przeprowadzili pod koniec stycznia pod Bolimowem, gdzie wystrzelili na Rosjan tysiące pocisków z gazem łzawiącym. W mrozie środek prawie nie zadziałał, a do zbudowania gęstej chmury trzeba by było wystrzelić znacznie więcej pocisków, niż mogły wyprodukować przeciążone fabryki amunicji. Chemik Fritz Haber, dyrektor Instytutu Chemii Fizycznej Cesarza Wilhelma w Berlinie, zaproponował inną metodę: wypuścić gaz prosto z butli i pozwolić, by wiatr zaniósł go na okopy przeciwnika. Wybrał chlor. Niemiecki przemysł chemiczny produkował go w dużych ilościach, przechowywano go w zwykłych butlach przemysłowych, a jako gaz cięższy od powietrza miał płynąć przy ziemi i spływać do okopów. Szef sztabu generalnego, generał Erich von Falkenhayn, zgodził się na próbę na froncie.

Do obsługi butli utworzono specjalną jednostkę saperów pod dowództwem pułkownika Petersona. Służyło w niej wielu ochotników, studentów i naukowców, a w ciągu 1915 roku także przyszli nobliści James Franck, Gustav Hertz i Otto Hahn. Formalnie jako Pionier-Regiment Nr. 35 jednostkę powołano dopiero 27 kwietnia, a na początku maja utworzono drugi pułk gazowy, nr 36. Dlatego w opracowaniach atak z 22 kwietnia przypisuje się często „pułkom pionierów 35 i 36”, choć w tym dniu przeprowadzili go saperzy, z których te pułki dopiero powstały. Haber osobiście nadzorował przygotowania.

Butle czekają na wiatr

Do ataku wybrano front niemieckiej 4 Armii księcia Albrechta Wirtemberskiego pod Ypres. Najpierw, w lutym, saperzy zakopali butle na odcinku XV Korpusu, na południowy wschód od miasta, ale tam potrzebny był wiatr z południa, a ten nie chciał wiać. 25 marca dowództwo armii postanowiło przygotować drugi odcinek, na północnym skraju łuku, między wsią Poelkapelle a Steenstrate (Steenstraat) nad kanałem z Ypres do Yser. Tu wystarczał wiatr północny lub północno-wschodni. Do 11 kwietnia na froncie długości około 6 kilometrów zakopano według kanadyjskiej historii oficjalnej 5730 butli, większych i mniejszych. Ilość chloru szacuje się zwykle na około 150 ton, choć część opracowań podaje 160–180 ton.

Przez blisko dwa tygodnie wiatr wiał w złą stronę, a atak przekładano z dnia na dzień. Niemieccy dowódcy nie kryli nieufności wobec nowej, niesprawdzonej broni, która uzależniała ich od pogody. Celem natarcia nie było zresztą przełamanie frontu. Falkenhayn traktował atak jako próbę nowej broni, a zarazem jako jedno z działań, które miały odwrócić uwagę aliantów od przerzucania wojsk na wschód, gdzie Niemcy przygotowywali wielkie uderzenie w Galicji. Odmówił księciu Albrechtowi dodatkowej dywizji na wypadek sukcesu. Rozkaz wyznaczał ograniczony cel: zdobyć grzbiet pod wsią Pilkem (Pilckem) i okopać się na nim.

Ostrzeżeń nie brakowało. W połowie kwietnia dezerter z niemieckiej 51 Dywizji Rezerwowej, według późniejszych ustaleń August Jäger, opowiedział Francuzom o butlach zakopanych w okopach i planowanym ataku. Informację rozesłano aż do szczebla batalionów, podobnie jak doniesienia belgijskiego wywiadu o zamówieniu w Gandawie na 20 tysięcy ochraniaczy ust i nosa. Dowództwa nie potraktowały ich jednak poważnie. W tym samym czasie niemieckie komunikaty wojenne oskarżały Francuzów i Brytyjczyków o używanie pocisków z gazem.

Chmura nad Langemarck

Ranek 22 kwietnia był bezwietrzny i atak, zaplanowany na świt, znów odwołano. Po południu zerwał się lekki wiatr z północnego wschodu. Około 17 czasu alianckiego (na zegarach niemieckich była 18) niemiecka artyleria rozpoczęła silny ostrzał, a saperzy otworzyli zawory. Gaz wypływał z butli przez kilka minut. Dwie zielonkawożółte chmury, po obu stronach wsi Langemarck, połączyły się i powoli popłynęły na południe.

Na drodze chmury stały oddziały francuskiego Oddziału Armijnego Belgii generała Henriego Putza: 45 Dywizja (algierska) generała Quiquandona, z batalionami tyralierów algierskich, lekkiej piechoty afrykańskiej i zuawów, oraz 87 Dywizja Terytorialna, złożona ze starszych rezerwistów. Algierska dywizja przybyła na ten odcinek zaledwie kilka dni wcześniej. Żołnierze nie mieli żadnej ochrony przed gazem. Ci, których chmura zastała w okopach, dusili się, kaszlali krwią i tracili wzrok. Pułkownik Jean Mordacq, dowódca jednej z brygad 45 Dywizji, wspominał tłumy uciekinierów, którzy „z rozpiętymi płaszczami i zerwanymi krawatami biegli jak szaleni, wołając o wodę, plując krwią, a niektórzy tarzali się po ziemi, desperacko próbując złapać oddech”. Front obu dywizji rozpadł się w ciągu kilkudziesięciu minut. Francuzi porzucili pierwszą i drugą linię oraz większość dział.

Kwadrans po wypuszczeniu gazu ruszyła niemiecka piechota XXVI i XXIII Korpusu Rezerwowego. Część żołnierzy miała prowizoryczne tampony nasączone roztworem chemicznym. Około 17.40 52 Dywizja Rezerwowa była już na grzbiecie pod Pilkem, a niedługo po 18 w niemieckich rękach były ruiny Langemarck. Na zachodnim skrzydle Niemcy przeszli kanał pod Het Sas i późnym wieczorem zdobyli Steenstrate, choć dalej na północy Belgowie z 6 Dywizji utrzymali swoje pozycje nad kanałem. Na wschodnim skrzydle Niemcy zajęli lasek na zachód od Sint-Juliaan (St. Julien), gdzie zdobyli cztery brytyjskie działa ciężkie.

Wyrwa

Wieczorem w alianckim froncie między brzegiem kanału a lewym skrzydłem 1 Dywizji Kanadyjskiej, która od kilku dni broniła sąsiedniego odcinka, ziała wyrwa szeroka według brytyjskich meldunków na około 8 tysięcy jardów, czyli ponad 7 kilometrów. Osłaniały ją tylko pojedyncze grupy Kanadyjczyków, zuawów i tyralierów. Do Ypres było stamtąd zaledwie kilka kilometrów, a na wschód od miasta stały trzy dywizje brytyjskiej 2 Armii, dwie brytyjskie i kanadyjska, z całą artylerią. Gdyby Niemcy dotarli do kanału na tyłach łuku, mogli je odciąć. Kanadyjczycy zgięli swoje lewe skrzydło, wysłali do walki odwody i jeszcze w nocy kontratakowali.

Nikt nie zdołał dokładnie policzyć ofiar samego gazu. W propagandzie i części dawnych opracowań pojawiały się liczby 5 tysięcy zabitych i 15 tysięcy zatrutych, ale były one mocno zawyżone. Współcześni historycy szacują liczbę zabitych przez gaz na 800–1400, a zatrutych na 2–3 tysiące ludzi. Straty francuskie tego wieczoru były jednak znacznie większe, bo obejmowały także rannych, jeńców i zaginionych. Sama 87 Dywizja Terytorialna zgłosiła 55 zabitych, 139 rannych i prawie 2400 zaginionych.

Dlaczego Niemcy się zatrzymali

Wieczorem niemieckie natarcie stanęło. Brytyjskie meldunki mówiły, że Niemcy zatrzymali się już około 19.30 i zaczęli się okopywać. Część przyczyn leżała w samym planie. Atak miał być próbą, a nie przełamaniem, więc celem był tylko grzbiet pod Pilkem. Gdy go osiągnięto, piechota zgodnie z rozkazem zaczęła kopać okopy. Na tyłach nie czekały odwody, które mogłyby przejść przez wyrwę. Butle otwarto pod wieczór, więc do zmroku zostało niewiele czasu, a w ciemności, na nieznanym terenie, nikt nie chciał ryzykować dalszego marszu. Niemieccy żołnierze bali się też własnego gazu i nie spieszyli się, by wejść w resztki chmury. Na wschodnim skrzydle zatrzymał ich wreszcie zacięty opór Kanadyjczyków i ogień ich artylerii. Generał William Balck, który dowodził jedną z niemieckich dywizji, przyznawał później, że brakowało rezerw, by zamienić włamanie w przełamanie, a skutków nowej broni nie doceniono.

Niemiecki komunikat z 23 kwietnia donosił o zdobyciu wzgórz na południe od Pilckem i przejściu przez kanał, ale o gazie nie wspominał ani słowem. Dla aliantów atak był szokiem i złamaniem prawa wojennego, bo konwencje haskie zakazywały używania trucizn. Już następnego dnia żołnierzom kazano zasłaniać usta i nos mokrymi chustkami, a wkrótce zaczęto w pośpiechu szyć pierwsze prowizoryczne maski. Haber widział w tym dniu zmarnowaną szansę i twierdził po wojnie, że gdyby posłuchano go i przygotowano atak na dużą skalę, Niemcy mogłyby wygrać wojnę. Pod Ypres zaczęła się tymczasem kilkutygodniowa bitwa, w której Niemcy jeszcze kilka razy sięgnęli po chlor.