Francja · Ententa
Joseph Gallieni
Gubernator wojskowy Paryża (1914–1915), minister wojny Francji (1915–1916), marszałek Francji (pośmiertnie)
- Urodzony:
- 24 kwietnia 1849, Saint-Béat (Francja)
- Zmarł:
- 27 maja 1916, Wersal
- Autor:
- Natalia
- Tagi:
- Joseph Gallieni, Francja, Paryż, Joseph Joffre
Joseph Gallieni był w 1914 roku emerytowanym generałem, najsłynniejszym żołnierzem kolonialnym Francji i dawnym przełożonym naczelnego wodza Josepha Joffre’a. Pod koniec sierpnia, gdy Niemcy zbliżali się do Paryża, powierzono mu obronę stolicy. Na początku września jako jeden z pierwszych dostrzegł, że niemiecka 1 Armia odsłoniła skrzydło, i naciskał na natychmiastowe uderzenie. Z tego manewru wyrosła bitwa nad Marną, a wysłane przez niego na front paryskie taksówki stały się jedną z legend wojny. Jesienią 1915 roku został ministrem wojny i próbował poddać kwaterę główną kontroli rządu. Przegrał ten spór, ciężko chory ustąpił w marcu 1916 roku i dwa miesiące później zmarł. O to, ile zwycięstwa nad Marną należy się jemu, a ile Joffre’owi, Francuzi spierali się przez dziesięciolecia.
Przed wojną
Urodził się 24 kwietnia 1849 roku w Saint-Béat w Pirenejach. Jego ojciec, pochodzący z okolic Mediolanu, doszedł w armii francuskiej z szeregów do stopnia kapitana. Gallieni uczył się w szkole wojskowej w La Flèche i w Saint-Cyr. Jako młody oficer piechoty morskiej walczył w wojnie francusko-pruskiej i pod Bazeilles, w czasie bitwy pod Sedanem, dostał się do niemieckiej niewoli, gdzie nauczył się niemieckiego.
Niemal całą dalszą karierę spędził w koloniach. Od 1876 roku służył w Senegalu, prowadził wyprawę nad górny Niger, a w latach 1886–1888 dowodził w późniejszym Sudanie Francuskim, gdzie stłumił powstanie Mahmadu Lamine’a. W latach 1892–1896 dowodził okręgiem wojskowym w Tonkinie. W 1896 roku jako generał objął władzę na Madagaskarze, który pozostał pod jego rządami, z krótką przerwą, do 1905 roku. W lutym 1897 roku zniósł monarchię i zesłał królową Ranavalonę III na Reunion. Opór Malgaszy łamał bezwzględnie: egzekucjami przywódców, karnymi wyprawami i pracą przymusową. Zarazem budował drogi, kolej, szpitale i szkoły. Jego metoda „plamy oleju”, czyli stopniowego zajmowania kraju i zjednywania ludności zdobytych okręgów, wpłynęła na późniejszą doktrynę walki z partyzantką, a jego uczniem był Hubert Lyautey. Na Madagaskarze służył pod jego rozkazami także Joseph Joffre.
Po powrocie do Francji został gubernatorem wojskowym Lyonu i dowódcą XIV Korpusu, a od 1908 roku zasiadał w Najwyższej Radzie Wojennej. W 1911 roku był naturalnym kandydatem na szefa Sztabu Generalnego i przyszłego naczelnego wodza, ale odmówił. Tłumaczył się wiekiem i zdrowiem, obawiał się też, że armia metropolii źle przyjmie generała kolonialnego. Stanowisko przypadło Joffre’owi. Gallieni dowodził wtedy 5 Armią na wypadek wojny. Ostrzegał, że Niemcy mogą przejść przez Belgię dużymi siłami na zachód od Mozy, i bezskutecznie domagał się wzmocnienia twierdzy Maubeuge. Opowiadał się też za porzuceniem czerwonych spodni piechoty. W kwietniu 1914 roku przeszedł w stan spoczynku ze względu na wiek, a jego miejsce zajął Charles Lanrezac. Latem zmarła jego żona.
1914: obrona Paryża
31 lipca 1914 roku Gallieniego wyznaczono na następcę Joffre’a na wypadek, gdyby naczelnemu wodzowi coś się stało. Joffre nie chciał go jednak w swojej kwaterze. Miał powiedzieć, że trudno znaleźć dla niego miejsce, bo to on, Joffre, zawsze był jego podwładnym. 26 sierpnia, po przegranych bitwach granicznych, minister wojny Adolphe Messimy mianował go gubernatorem wojskowym Paryża. Gallieni żądał dla stolicy trzech czynnych korpusów, ale Joffre nie chciał oddać żadnych oddziałów, a Messimy jeszcze tego samego dnia stracił stanowisko na rzecz Alexandre’a Milleranda.
Nowy gubernator zastał umocnienia w złym stanie, a garnizon złożony głównie z wojsk terytorialnych. Kazał kopać okopy, wycinać drzewa zasłaniające pole ostrzału, przygotować mosty do wysadzenia i zgromadzić zapasy żywności. Na przełomie sierpnia i września pod jego rozkazy oddano nową 6 Armię generała Michela Josepha Maunoury’ego, która cofała się spod Amiens, a sam Gallieni został podporządkowany Joffre’owi. 2 września rząd wyjechał do Bordeaux, a Gallieni, przekonany, że zostaje w Paryżu, by zginąć, ogłosił nazajutrz mieszkańcom, że otrzymał mandat obrony miasta przed najeźdźcą i wypełni go do końca.
3 września lotnicy i zwiadowcy garnizonu potwierdzili, że niemiecka 1 Armia generała Alexandra von Klucka nie idzie na Paryż, tylko skręca na południowy wschód, wystawiając prawe skrzydło. Rankiem 4 września Gallieni na własną odpowiedzialność polecił Maunoury’emu przygotować armię do wymarszu na wschód, zawiadomił prezydenta Raymonda Poincarégo i zaczął rozmowy telefoniczne z kwaterą główną. Po południu pojechał z Maunourym do brytyjskiej kwatery w Melun, ale marszałka Frencha nie zastał i po trzech godzinach czekania wrócił do Paryża z niczym. Joffre wolał, by 6 Armia uderzyła na południe od Marny, i to dzień później. Wieczorem Gallieni zażądał rozmowy z samym naczelnym wodzem i oświadczył mu, że ruch armii jest już w toku. Joffre zgodził się przyspieszyć ogólną kontrofensywę na 6 września i pozwolił 6 Armii nacierać na północ od Marny. Gallieni pisał później, że „prawdziwa bitwa nad Marną rozegrała się przez telefon”.
5 września armia Maunoury’ego starła się z niemieckim IV Korpusem Rezerwowym i rozpoczęła się bitwa nad Ourcq, pierwsze starcie bitwy nad Marną. Kluck przerzucał nad rzekę kolejne korpusy, a Gallieni słał Maunoury’emu wszystko, czym dysponował. W nocy z 7 na 8 września część żołnierzy 7 Dywizji przewieziono na front zarekwirowanymi paryskimi taksówkami. Na ich widok Gallieni miał powiedzieć: „No, przynajmniej to nie jest banalne!”. Natarcie 7 Dywizji się nie powiodło, a znaczenie wojskowe przewozu było znikome, ale moralne ogromne. Zarazem narastał konflikt z Joffre’em. Gubernator porozumiewał się bezpośrednio z rządem w Bordeaux i przygotowywał na wszelki wypadek ewakuację przedmieść. Joffre zażądał, by ministrowie przypomnieli mu, że podlega naczelnemu wodzowi. 9 września Niemcy zaczęli się wycofywać.
Gubernator i minister
Po Marnie Gallieni pozostał gubernatorem Paryża. Jego zwolennicy w polityce i prasie widzieli w nim zwycięzcę spod Marny i kandydata na miejsce Joffre’a albo na ministra wojny, co budziło niepokój prezydenta. Na początku 1915 roku poparł projekt wyprawy na Bałkany, który przedstawiali generał Louis Franchet d’Espérey i minister sprawiedliwości Aristide Briand.
Pod koniec października 1915 roku, po upadku rządu Vivianiego, Briand uczynił go ministrem wojny. Gallieni przyjął tekę niechętnie, mówiąc, że idzie do ministerstwa „jak pies, którego się chłoszcze”. Obiecał zostawić Joffre’owi swobodę w prowadzeniu operacji i uścisnął mu dłoń w Pałacu Elizejskim. 2 grudnia na jego wniosek dekret prezydenta uczynił Joffre’a naczelnym wodzem wszystkich armii francuskich. 4 grudnia w Calais razem z Briandem rozmawiał z Brytyjczykami o losie Salonik. Jako minister zajął się zaopatrzeniem armii w amunicję, sprzęt i maski przeciwgazowe, usuwał oficerów z wygodnych posad na tyłach i poparł szersze użycie wojsk z Afryki.
Spokój nie trwał długo. Gallieni zarzucał kwaterze głównej w Chantilly, że rządzi armią bez żadnej kontroli, spierał się z nią o obsadę stanowisk generalskich i utrzymywał kontakty z generałami, których Joffre usunął. W grudniu 1915 roku, gdy deputowany i dowódca strzelców podpułkownik Émile Driant alarmował o rozbrajaniu twierdzy Verdun, minister na prośbę prezydenta zapytał Joffre’a o stan obrony. Naczelny wódz odpowiedział ostro i zagroził dymisją. Po niemieckim uderzeniu pod Verdun 21 lutego 1916 roku Gallieni uznał, że to on miał rację. 7 marca, według części autorów dzień wcześniej, przedstawił w rządzie notę, w której pisał, że dla Chantilly nie istnieje już ani ministerstwo, ani nawet rząd, i domagał się podporządkowania naczelnego dowództwa władzy cywilnej. Briand bał się, że takie oskarżenie w środku bitwy podkopie ducha armii i obali gabinet. Ministrowie nie poparli Gallieniego, a on złożył dymisję, zgadzając się zachować ją przez kilka dni w tajemnicy. 16 marca zastąpił go generał Pierre Roques, przyjaciel Joffre’a, mianowany dopiero po upewnieniu się, że naczelny wódz nie ma nic przeciwko temu.
Śmierć i pamięć
Gallieni od dawna chorował na raka prostaty, a dawna kolonialna malaria wciąż dawała o sobie znać. Po dwóch operacjach w klinice w Wersalu zmarł 27 maja 1916 roku. Po pogrzebie państwowym pochowano go, zgodnie z jego wolą, obok żony w Saint-Raphaël. W 1920 roku ukazały się jego wspomnienia z obrony Paryża, wydane później także po polsku. W maju 1921 roku pośmiertnie otrzymał godność marszałka Francji, podobnie jak Maunoury, a w przeciwieństwie do Joffre’a i Ferdinanda Focha, którzy dostali ją jeszcze w czasie wojny.
Ocena
Spór o Marnę zaczął się jeszcze za życia obu generałów i miał wyraźne tło polityczne. Zwolennicy Gallieniego, a potem także część historyków, jak Basil Liddell Hart, uważali go za prawdziwego autora zwycięstwa: to on miał dostrzec szansę, pchnąć do walki 6 Armię i wymusić na wahającym się Joffrze kontrofensywę. Winston Churchill pisał z podziwem, że Gallieni myślał nie tylko o Paryżu, lecz o całej Francji. Clemenceau powiedział po wojnie, że bez niego zwycięstwo byłoby niemożliwe. Joffre odpowiadał podobno, że nie wie, kto wygrał bitwę nad Marną, ale wie dobrze, kto by ją przegrał. Już w 1938 roku francuski oficer, kapitan Lyet, przekonująco podważył najdalej idące roszczenia zwolenników gubernatora. Brytyjska historia oficjalna odnotowuje, że to Gallieniemu przypisywano wykrycie skrętu Klucka, ale podkreśla, że decyzja o kontrofensywie należała do Joffre’a. Amerykański historyk Robert Doughty uważa, że rola Gallieniego była ważna, ale zasadnicza koncepcja i kluczowe decyzje wyszły od naczelnego wodza. Holger Herwig nazywa go najwybitniejszym żołnierzem Francji, a przewóz taksówkami wielką reklamą dla Gallieniego, która wojskowo nie miała znaczenia.
Krótkie urzędowanie Gallieniego w ministerstwie było ostatnią przed rządem Clemenceau poważną próbą poddania naczelnego dowództwa kontroli ministra. Dziś ocenia się go także przez pryzmat Madagaskaru. Krwawe tłumienie oporu, egzekucje i praca przymusowa sprawiają, że we Francji i na Madagaskarze coraz częściej kwestionuje się honory oddawane mu w przestrzeni publicznej.