TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Początek bitwy pod Amiens

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
8 sierpnia 1918
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Bitwa pod Amiens
Tagi:
Brytyjski Korpus Ekspedycyjny, Australia, Kanada, czołgi

8 sierpnia 1918 roku o 4.20 rano ponad dwa tysiące brytyjskich dział otworzyło ogień na froncie długim na ponad 18 kilometrów, od Morlancourt nad Ancre po drogę z Amiens do Roye. Jednocześnie, bez żadnego wcześniejszego ostrzału, ruszyły za wałem ogniowym dywizje kanadyjskie, australijskie i brytyjskie brytyjskiej 4 Armii generała Henry’ego Rawlinsona, a z nimi ponad czterysta czołgów. Trzy kwadranse później na ich prawym skrzydle uderzyła francuska 1 Armia generała Marie-Eugène’a Debeneya. Niemiecka 2 Armia została zaskoczona we mgle i w ciągu kilku godzin jej front między Sommą a Avre przestał istnieć. Wieczorem sprzymierzeni stali 11–13 kilometrów dalej na wschód, a w ich klatkach jenieckich było ponad 15 tysięcy Niemców. Generał Erich Ludendorff napisał później, że 8 sierpnia był „czarnym dniem armii niemieckiej w historii tej wojny”.

W chronologiach wojny ten dzień bywa opisywany jako początek drugiej bitwy nad Sommą i całej ofensywy sprzymierzonych w Pikardii. W oficjalnej brytyjskiej klasyfikacji bitew natarcie z 8–11 sierpnia jest jednak osobną bitwą pod Amiens, a „drugie bitwy nad Sommą 1918” zaczynają się dopiero 21 sierpnia, natarciem 3 Armii pod Albert.

Noc przed bitwą

Przygotowania trwały niecałe dwa tygodnie i odbywały się w największej tajemnicy. Korpus Kanadyjski generała Arthura Curriego, uważany za najsilniejszy w armii brytyjskiej, przewieziono nocami spod Arras, podczas gdy dwa jego bataliony udawały we Flandrii, że cały korpus idzie pod Ypres. Na płaskowyżu Santerre, na wschód od Villers-Bretonneux, zebrano trzy korpusy, kawalerię, ponad 500 czołgów różnych typów i około 2 tysięcy dział. Wszystko to musiało zająć pozycje w ostatniej nocy.

Po południu 7 sierpnia odczytano Australijczykom rozkaz generała Johna Monasha. „Po raz pierwszy w historii tego korpusu – pisał – wszystkie pięć dywizji australijskich weźmie jutro udział w największej i najważniejszej operacji, jaką korpus kiedykolwiek podjął”. Zapowiadał, że bitwa „będzie jedną z najbardziej pamiętnych w całej wojnie” i przybliży jej koniec. Żołnierze odbierali to podobnie. Według australijskiego historyka Charlesa Beana po raz pierwszy wszystkie dywizje ich armii szły do ataku razem, obok nich szli Kanadyjczycy, a tym razem nie miano ich zatrzymać przed niemieckimi działami.

Piechota ruszyła na linie wyjściowe po północy. O 3.00 nad płaskowyżem zaczęła się podnosić mgła, a pół godziny później widać było najwyżej na kilkanaście metrów. Zgubione oddziały odnajdywały punkty zbiórki po świecach ustawionych w puszkach po benzynie, w których wybito numery batalionów. Około 3.30 Niemcy otworzyli ogień na okolice linii kolejowej pod Marcelcave i przez chwilę wydawało się, że odkryli przygotowania. Był to jednak tylko ostrzał osłaniający zaplanowany wcześniej wypad niemieckiego 148 pułku piechoty. Australijczycy i Kanadyjczycy przeczekali go w lejach, ponosząc straty. Kanadyjska 3 Dywizja skończyła zluzowanie Australijczyków na swoim odcinku dopiero o 4.00. Gotowość do ataku dywizje kanadyjskie meldowały hasłem „Llandovery Castle”, nazwą statku szpitalnego z kanadyjskimi pielęgniarkami, zatopionego przez niemiecki okręt podwodny 27 czerwca. Czołgi ruszyły dwanaście minut przed godziną zero, a ich warkot zagłuszały samoloty krążące nad frontem i zwykły nękający ogień artylerii.

Godzina zero

O 4.20 spadł wał ogniowy. Piechota ruszyła tuż za nim, a artyleria ciężka uderzyła na niemieckie baterie, wcześniej starannie namierzone z powietrza i dźwiękowo. Działa wcześniej nie strzelały, by nie zdradzić się wstrzeliwaniem, ale ogień był celny i większość niemieckiej artylerii odezwała się słabo albo wcale. Niemiecka piechota pierwszej linii w wielu miejscach siedziała jeszcze w schronach, gdy nad nią stanęli Kanadyjczycy i Australijczycy. W gęstej mgle czołgi i piechota często się rozmijali, a dowódcy kompanii szli według kompasu. Mgła utrudniała jednak przede wszystkim obronę: niemieccy karabinierzy maszynowi nie widzieli celów, a obserwatorzy artylerii nie mogli wezwać ognia.

Najtrudniejsze zadanie miała kanadyjska 3 Dywizja na prawym skrzydle, nacierająca po obu stronach drogi do Roye. Jej brygady musiały przejść dolinę bagnistej rzeki Luce, przez którą prowadziły tylko dwie przeprawy. Do 7.30 zdobyły jednak las Rifle Wood i wieś Démuin, a kapral Harry Miner z 58 batalionu, który mimo ciężkich ran zdobył trzy niemieckie stanowiska, otrzymał pośmiertnie Krzyż Wiktorii. Na północ od rzeki kanadyjska 1 Dywizja przeszła przez las Hangard, a 2 Dywizja, nacierająca wzdłuż linii kolejowej, zdobyła Marcelcave. Krzyże Wiktorii zdobyli tam między innymi szeregowy John Croak i kapral Herman Good z 13 batalionu. Australijska 2 i 3 Dywizja, nacierające między linią kolejową a Sommą, zajęły swoje pierwsze cele niemal bez oporu. Pod Warfusée i w lasku Hamilton Wood wyprowadzały z ziemianek setki jeńców. Porucznik Alfred Gaby z 28 batalionu, który sam z rewolwerem w ręku zdobył umocnione stanowisko i wziął 50 jeńców, zasłużył na Krzyż Wiktorii; zginął trzy dni później. Do około 7.00 pierwsze cele, tak zwana zielona linia, były zdobyte na całym froncie Kanadyjczyków i Australijczyków.

O 5.05, po 45-minutowym ostrzale artyleryjskim, ruszyła francuska 1 Armia. Francuzi stracili nad Marną większość ciężkich czołgów i nie mogli liczyć na zaskoczenie. Ich XXXI Korpus sforsował Avre i do rana zdobył Moreuil, a potem Mézières, choć sąsiedni korpus utknął nad rzeką.

Drugi rzut

O 8.20 przez zdobytą linię przeszły świeże dywizje: australijska 5 i 4 oraz kolejne brygady kanadyjskie. Mgła się rozwiała i ukazał się widok, który uczestnicy wspominali do końca życia. Na płaskim, pokrytym dojrzałym zbożem płaskowyżu naraz posuwały się tyraliery piechoty, czołgi Mark V, baterie artylerii konnej, które galopem zajmowały nowe stanowiska, oddziały saperów naprawiających drogi, długie kolumny kawalerii i lekkich czołgów Whippet, a nad nimi samoloty. Bean pisał, że wrażenia tego nie zapomniał żaden z 50 tysięcy Australijczyków, którzy go widzieli. Naprzeciw szły kolumny jeńców, często bez eskorty.

Około 10.15–10.40 Australijczycy byli na drugiej, czerwonej linii, a przed południem na zewnętrznej linii obrony Amiens, z wsiami Bayonvillers, Harbonnières i Morcourt. Kanadyjczycy dotarli do Caix i Cayeux, a ich 4 Dywizja z kanadyjską brygadą kawalerii poszła na Le Quesnel. Tam jednak niemiecka 1 Dywizja Rezerwowa, przysłana w pośpiechu z sąsiedniej armii, zatrzymała natarcie i wieś pozostała tego dnia w rękach niemieckich.

Kawaleria, Whippety i samochody pancerne

Przed piechotą działały oddziały ruchome. Najsłynniejszym z nich był lekki czołg Whippet „Musical Box” z 6 batalionu czołgów, dowodzony przez porucznika Clementa Arnolda. Za Bayonvillers zniszczył on niemiecką baterię polową, która przed chwilą wyłączyła z walki dwa czołgi Mark V, a potem, wyprzedzając wszystkich, pomógł kawalerii dojść do mostu kolejowego pod Harbonnières i przez kilka godzin krążył po tyłach niemieckich, ostrzeliwując tabory i oddziały. W końcu, na wschód od Harbonnières, wjechał na zebrany w pośpiechu niemiecki oddział i trafiony stanął w płomieniach. Kierowca, sierżant Carnie, zginął, a Arnold i strzelec Ribbans dostali się do niewoli.

Batalion samochodów pancernych przejechał po naprawionej w pośpiechu drodze przez linie niemieckie i do południa grasował na rzymskiej drodze do Saint-Quentin, za Framerville. Załogi strzelały do kolumn transportowych, a porucznik Rollings wszedł z rewolwerem do opuszczonego przed chwilą sztabu we Framerville i zabrał worki dokumentów, wśród nich plany umocnień Linii Hindenburga. Około 11.00 wysłał gołębiem meldunek: „Nieprzyjaciel poddaje się bardzo chętnie. (…) Artyleria nieprzyjaciela żadna”. Brytyjscy dragoni na płaskowyżu za Harbonnières dopadli niemiecki pociąg z wielkim działem kolejowym, które przez całe lato ostrzeliwało Amiens. Zatrzymał go nalot brytyjskiego samolotu, a obsługa trafiła do niewoli. Australijscy saperzy rozpalili potem kocioł lokomotywy i odciągnęli działo za własne linie.

Kawaleria do południa zajęła odcinki linii obrony Amiens przed piechotą, ale tam jej natarcie stanęło. Rozkaz Rawlinsona, by iść dalej na Chaulnes i Roye, dotarł do dywizji kawalerii dopiero po 16.00, a wtedy Niemcy mieli już nową linię na wschód od Rosières. Whippety i konie w praktyce nie umiały współdziałać: bez ognia konie były szybsze od czołgów, a pod ogniem kawaleria nie mogła iść za nimi.

Na północ od Sommy

Gorzej poszło brytyjskiemu III Korpusowi generała Richarda Butlera. Jego 18 i 58 Dywizja były wyczerpane walkami z wirtemberską 27 Dywizją, która 6 sierpnia uderzyła pod Morlancourt, a Niemcy na tym odcinku byli czujni. We mgle brytyjskie bataliony się pogubiły, a gdy się przejaśniło, karabiny maszynowe z lasów na zboczach i ze wzgórza nad wsią Chipilly zatrzymały natarcie. Korpus zdobył część zalesionych zboczy nad Sailly-Laurette, ale samo Chipilly i wzgórze za nim zostały w rękach niemieckich. Działa niemieckie z tego wzgórza ostrzeliwały przez rzekę lewe skrzydło australijskiej 4 Dywizji pod Cerisy i Morcourt, niszcząc kilka czołgów, przez co Australijczycy musieli tam cofnąć swoje placówki.

W powietrzu

Rano mgła ograniczała działania lotnictwa, ale samoloty zrzucały bomby dymne tam, gdzie nie sięgała artyleria, i ostrzeliwały kolumny na drogach. Gdy lotnicy zameldowali, że drogi do przepraw przez Sommę są zapchane cofającymi się wojskami, generał John Salmond, dowódca Royal Air Force we Francji, około południa odwołał inne zadania i skierował bombowce, a nawet myśliwce z małymi bombami, na mosty pod Péronne, Brie i Saint-Christ. Niemcy ściągnęli tymczasem lotnictwo z całego frontu, w tym eskadrę myśliwską Jagdgeschwader 1, dawną eskadrę Richthofena, którą dowodził Hermann Göring. Pod niskimi chmurami rozgorzały wielkie walki powietrzne. Mostów nie przerwano, a Brytyjczycy stracili tego dnia 44 samoloty, a 52 kolejne trzeba było skreślić ze stanu. Historia oficjalna nazwała 8 sierpnia „pechowym dniem dla RAF”.

Wieczór

Około 11.30 marszałek Douglas Haig poprosił Debeneya, by wysłał kawalerię na prawo od brytyjskiej i obszedł Niemców pod Montdidier. Debeney odpowiedział, że jego konnica jest za daleko, a drogi są zapchane piechotą, i nie zdąży przed następnym przedpołudniem. Haig pojechał do kwatery Rawlinsona we Flixecourt, polecił mu kontynuować natarcie na linię Roye–Chaulnes, a po południu odwiedził przygnębionego Debeneya, którego część wojsk zawiodła. Około 18.00 do Haiga przyjechał Ferdinand Foch, który dwa dni wcześniej został marszałkiem Francji. Usłyszał o ponad 15 tysiącach jeńców i rozbiciu większości dziewięciu niemieckich dywizji i był, jak zanotowano, zachwycony.

Do wieczora sprzymierzeni zajęli prawie całą zewnętrzną linię obrony Amiens, a linia kolejowa z Paryża do Amiens wyszła spod niemieckiego ognia. Kanadyjczycy posunęli się o około 13 kilometrów, Australijczycy o około 11, Francuzi o około 8, a III Korpus o niewiele ponad 3. Przez brytyjskie klatki jenieckie przeszło 281 oficerów i 12 134 żołnierzy z ośmiu dywizji, a Francuzi wzięli około 3350 jeńców. Zdobyto prawie trzysta dział. Straty 4 Armii wynosiły, według brytyjskiej historii oficjalnej, około 8800 ludzi, w tym 3868 Kanadyjczyków i, według różnych zestawień, od około 2 do 3 tysięcy Australijczyków. Jak na skalę sukcesu było to bardzo mało.

Po stronie niemieckiej panował chaos. Niemiecka monografia z lat 20. pisała: „Gdy 8 sierpnia zachodziło słońce nad polem bitwy, największa klęska, jaką armia niemiecka poniosła od początku wojny, była faktem dokonanym”. Dywizje pierwszej linii między Avre a Sommą zostały „niemal całkowicie zniszczone”, a całe straty 2 Armii szacowano na 650–700 oficerów i 26–27 tysięcy żołnierzy, z czego ponad dwie trzecie poszło do niewoli, oraz ponad 400 dział. Na pole bitwy przybyło w ciągu dnia sześć dywizji odwodowych, ale wchodziły do walki kawałkami i zdołały tylko utworzyć nową linię od Plessier po Sommę.

„Czarny dzień”

Ludendorff otrzymywał pierwsze meldunki w kwaterze naczelnego dowództwa w Avesnes. Liczby jeńców i dział nie były jeszcze w tej wojnie wyjątkowe, ale z frontu dochodziły wiadomości, które przerażały go bardziej niż utracony teren: całe oddziały poddawały się pojedynczym jeźdźcom i czołgom, oficerowie tracili władzę nad żołnierzami, a cofający się żołnierze witali dywizje idące na front okrzykami „łamistrajki” i „przedłużacze wojny”. W pamiętnikach Ludendorff napisał: „8 sierpnia był czarnym dniem armii niemieckiej w historii tej wojny”. Uznał, że nie da się już wrócić do ofensywy, a wojnę trzeba będzie zakończyć.

Dla sprzymierzonych 8 sierpnia był najbardziej udanym dniem wojny na froncie zachodnim. Zaskoczenie bez wstrzeliwania dział, czołgi, lotnictwo i staranna logistyka, sprawdzone w lipcu pod Hamel, a wcześniej, z mniejszym powodzeniem, pod Cambrai, zadziałały na wielką skalę. Bitwa toczyła się jeszcze przez trzy dni, z coraz mniejszym powodzeniem, ale od tego dnia armie sprzymierzone już się nie zatrzymały aż do rozejmu. Okres ten nazwano później ofensywą stu dni.