TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Bułgaria wypowiada wojnę Rumunii

Kategoria:
Dyplomacja
Data:
1 września 1916
Autor:
Łukasz Skowroń
Tagi:
Bułgaria, Rumunia, wypowiedzenie wojny, Rosja

1 września 1916 roku, w piątek przed południem, Bułgaria ogłosiła, że jest w stanie wojny z Rumunią. Rumuński historyk Constantin Kirițescu pisał, że rano do odciętego od świata poselstwa rumuńskiego w Sofii przyszedł urzędnik bułgarskiego ministerstwa spraw zagranicznych i wręczył posłowi notę z wypowiedzeniem wojny. Tego samego dnia ukazał się manifest cara Ferdynanda I, a bułgarska 3 Armia ruszyła do natarcia na granicy Dobrudży. W Bułgarii, która wiosną 1916 roku przeszła na kalendarz gregoriański, był to 1 września. W Rumunii, gdzie wciąż liczono czas po staremu, kalendarze pokazywały 19 sierpnia.

Do pełnego kręgu brakowało już tylko tej deklaracji. Od pięciu dni Rumunia walczyła z Austro-Węgrami, a wojnę wypowiedziały jej już Niemcy i Turcja. Dwa dni wcześniej obie strony zerwały stosunki dyplomatyczne. Teraz w stanie wojny z Rumunią znalazły się wszystkie cztery państwa centralne.

Nota i manifest

Bułgarska nota musiała uzasadnić wojnę tak, by Bułgaria wyglądała na stronę zaatakowaną. Tylko wtedy wchodziła w grę klauzula tajnego porozumienia, które Sofia zawarła z Niemcami we wrześniu 1915 roku: jeśli Rumunia wystąpi przeciw Bułgarii lub jej sojusznikom, Bułgaria odzyska ziemie utracone w 1913 roku. Według Kirițescu nota powoływała się między innymi na rzekome aresztowanie w Bukareszcie bułgarskiego posła Simeona Radewa, na rumuński atak torpedowy na austro-węgierską flotyllę dunajską pod Ruse i na próbę przerzucenia przez Rumunów mostu przez Dunaj w nocy z 30 na 31 sierpnia. Kirițescu kpił z tego ostatniego zarzutu i porównywał go do niemieckiej deklaracji wojny wobec Francji z 1914 roku, uzasadnianej nieistniejącymi nalotami na Norymbergę.

Manifest cara mówił językiem odwetu. Według cytatu przytaczanego przez bułgarskich historyków wojna miała „zgnieść podstępnego sąsiada, zabezpieczyć zjednoczenie narodu bułgarskiego osiągnięte tak wielkimi ofiarami i wyzwolić z niewoli naszych braci w Dobrudży”. Rumuńscy autorzy zapamiętali z niego zdanie, że „wybiła godzina zemsty”, a z ówczesnej prasy bułgarskiej hasło narodowej wojny z „dziedzicznym wrogiem”. Strona rumuńska twierdziła też, że bułgarskie oddziały przekroczyły granicę już w nocy, zanim wręczono notę, i wybiły posterunki graniczne. W rzeczywistości drobne starcia i bułgarskie wypady na granicy Dobrudży trwały od końca sierpnia.

Tydzień wahań

Formalnie decyzja zapadła szybko, ale poprzedziło ją kilka dni, które w Berlinie i Wiedniu przyjęto z rosnącym niepokojem. Austriacka historia oficjalna pisze o „dniach przykrej niepewności”, czy Bułgaria w ogóle dotrzyma sojuszniczego obowiązku wobec Rumunii. Kirițescu, który opisywał te dni z rumuńskiej perspektywy, twierdził, że niemiecka i austriacka prasa zaczęła oskarżać Bułgarów o zdradę, a niemieccy oficerowie w Sofii pakowali już bagaże.

Bukareszt i Ententa liczyły, że Sofia pozostanie bierna. W przeddzień rumuńskiego wystąpienia posłowie Francji, Wielkiej Brytanii i Rosji w Bukareszcie przekazali premierowi Ionowi I.C. Brătianu notę, którą Kirițescu przytacza w całości. Informowali w niej, że premier Wasił Radosławow oświadczył „w sposób najbardziej oficjalny”, iż Bułgaria zachowa ścisłą neutralność i nie zaatakuje Rumunii, jeśli ta wystąpi przeciw Austrii, a państwa Ententy przyjęły to do wiadomości. Radosławow zapewniał też węgierskiego dziennikarza z „Az Est”, że stosunki z Rumunią są „więcej niż poprawne”. Zarazem jednak Sofia od lipca szykowała się do wojny, a 28 lipca w Pszczynie naczelny wódz armii bułgarskiej, generał Nikoła Żekow, uzgodnił z Niemcami i Austriakami plan wspólnego uderzenia na Rumunię.

Nie wszystko było grą. Austriacka historia oficjalna podaje, że Rumuni, zachęcani przez rosyjską dyplomację, obiecywali Bułgarom ustąpienie Dobrudży w zamian za neutralność, a obietnice te robiły wrażenie na bułgarskiej opozycji. Według Kirițescu Ententa dawała też do zrozumienia, że możliwe są ustępstwa w sprawie Kawali, podczas gdy państwa centralne gotowe były obiecać Bułgarom całą Dobrudżę. Ostatnie słowo należało do cara. Ferdynand wezwał Radosławowa do swojej letniej rezydencji w Sitniakowie w górach Riła i, jak pisze Kirițescu, przez kilka dni trzymał go z dala od świata. Nie przyjął przywódcy demokratów Aleksandyra Malinowa, który w imieniu opozycji chciał prosić o zwołanie rady koronnej. Zerwanie stosunków 30 sierpnia i strzelanina nad Dunajem, od której ucierpiało Ruse, przesądziły sprawę. Car opowiedział się za pełnym wypełnieniem zobowiązań wobec sojuszników.

Rana z 1913 roku

Dla większości Bułgarów ta wojna miała jeden sens: Dobrudża. W 1913 roku, w czasie II wojny bałkańskiej, Rumunia wkroczyła do Bułgarii, gdy jej armia walczyła z Serbami i Grekami, a traktat w Bukareszcie oddał Rumunom południową Dobrudżę, nazywaną przez nich Kadrylaterem. Był to obszar ponad 7 tysięcy kilometrów kwadratowych z Silistrą, Tutrakanem, Bazardżikiem (dzisiejszym Dobriczem) i Bałczikiem. Według rumuńskiego spisu z 1910 roku mieszkało tam około 282 tysięcy ludzi, w tym prawie połowa Bułgarów i ponad jedna trzecia Turków. Rumunów było niespełna 2,5 procent. Bukareszt uzasadniał aneksję względami strategicznymi, a Bułgarzy uważali ją za grabież i cios w plecy w chwili klęski.

Cele wojenne Sofii sięgały jednak dalej. Manifest mówił nie tylko o Dobrudży, ale też o obronie „zjednoczenia narodu”, czyli o Macedonii zdobytej na Serbii jesienią 1915 roku, którą Ententa i jej armia w Salonikach chciały Bułgarom odebrać. Bułgarscy politycy i wojskowi myśleli też o północnej Dobrudży, oddanej Rumunii przez kongres berliński w 1878 roku, i o ujściu Dunaju. Kirițescu pisał, że bułgarscy dowódcy od początku woleli kampanię w Dobrudży od marszu na Bukareszt, bo dawała im ziemie, o które walczyli. Ta sprawa miała w 1918 roku poróżnić Bułgarię z sojusznikami, którzy nie chcieli oddać jej całej północnej Dobrudży.

Przeciw „wyzwolicielom”

Najtrudniejsze było co innego. Po drugiej stronie granicy, w Dobrudży, stali już Rosjanie: korpus generała Andrieja Zajonczkowskiego, z rosyjską dywizją piechoty, dywizją kawalerii i dywizją serbskich ochotników. Formalnie Bułgaria i Rosja były w stanie wojny od października 1915 roku, gdy car Mikołaj II nazwał Bułgarię zdrajczynią sprawy słowiańskiej. Dotąd jednak bułgarscy żołnierze nie musieli walczyć z Rosjanami. Pamięć o wojnie rosyjsko-tureckiej, po której Bułgaria odzyskała państwowość, była żywa. Austriacka historia oficjalna przyznaje, że wspomnienie wyzwolenia przez Rosjan tkwiło w sercach Bułgarów zbyt głęboko, by mogli bez niepokoju myśleć o starciu z nimi.

Na tym opierał się rumuński plan wojny. Rumuński sztab uważał, że Bułgarzy nie odważą się uderzyć na Dobrudżę, w której stoją Rosjanie. Zajonczkowski pisał później, że całe rumuńskie założenie, iż Bułgaria nie wypowie wojny, było błędne. Miało ono jednak pewne podstawy. Prorosyjskie stronnictwa bułgarskiej opozycji, narodowcy Iwana Geszowa, demokraci Malinowa i większość agrariuszy, były przeciwne wojnie z Rosją. Przywódca agrariuszy Aleksandyr Stambolijski siedział od 1915 roku w więzieniu, skazany na dożywocie za sprzeciw wobec przystąpienia do wojny. Zwycięzca Turków z 1912 roku, generał Radko Dimitriew, od początku wojny służył w armii rosyjskiej. Ówczesna prasa amerykańska wnioskowała z tego, że Rosjanie zastaną w Bułgarii „na wpół przyjaciół”.

Kirițescu nazywał bułgarski rusofilizm paradą, która „wyparuje w dniu ogłoszenia wojny”. Miał rację. Na bułgarskich żołnierzach podziałał nie sentyment, ale Dobrudża. Kilka dni później, w bojach pod Dobriczem, Bułgarzy po raz pierwszy w swojej nowożytnej historii walczyli z wojskami rosyjskimi i nie ustąpili.

Armia nad granicą

Do wojny Bułgaria była przygotowana. Od jesieni 1915 roku w północno-wschodniej części kraju, między Ruse a Warną, stała 3 Armia generała Stefana Toszewa, która przez blisko rok umacniała pozycje nad granicą z Rumunią i nad Morzem Czarnym. Pod koniec sierpnia podporządkowano ją feldmarszałkowi Augustowi von Mackensenowi. Według austriackiej historii oficjalnej w skład armii wchodziły 1 i 4 Dywizja Piechoty, brygada 6 Dywizji, 1 Dywizja Kawalerii i załogi twierdz Ruse i Warna. Nad Dunajem stał jeszcze niemiecki oddział pułkownika von Kaufmanna, a na rzece austro-węgierska flotylla. Kirițescu liczył siły 3 Armii na 62 bataliony piechoty i 55 baterii artylerii. Bułgarzy mieli przewagę w artylerii i, co najważniejsze, trzymali swoje wojska zebrane w jednym miejscu. Z Adrianopola nadciągały dwie dywizje tureckie.

Rumuni mieli w południowej Dobrudży trzy dywizje 3 Armii generała Mihaila Aslana: 17 w Tutrakanie, 9 w Silistrze i 19 w Bazardżiku, razem według Kirițescu około 72 tysięcy ludzi. Dzieliło je od siebie 60–90 kilometrów, a rosyjski korpus dopiero zbierał się daleko z tyłu, pod Medgidią. Większość armii rumuńskiej maszerowała tymczasem przez przełęcze do Siedmiogrodu.

Znaczenie

Bułgarska deklaracja postawiła Rumunię w sytuacji, której jej przywódcy chcieli uniknąć za wszelką cenę: wojny na dwóch frontach przeciw czterem państwom naraz. Plan, który zakładał ofensywę w Siedmiogrodzie i obronę na południu, opierał się na tym, że Bułgaria pozostanie bierna albo że zwiążą ją Rosjanie w Dobrudży i armia sprzymierzonych w Salonikach. Ta ostatnia nie mogła pomóc, bo już w sierpniu Bułgarzy uprzedzili jej ofensywę.

Pierwsze skutki przyszły szybko. Już 6 września Bułgarzy i Niemcy zdobyli twierdzę Tutrakan, a rumuńskie dowództwo, wstrząśnięte klęską, zaczęło ściągać wojska z Siedmiogrodu na południe. W listopadzie Radosławow chwalił się w Zgromadzeniu Narodowym, przytaczany przez Kirițescu, że gdy usypiał rumuńskiego posła obietnicami, robił wszystkie przygotowania, a gdy nadszedł czas, „rzucił się na Rumunów”. Do stycznia 1917 roku wojska państw centralnych zajęły całą Dobrudżę, a traktat bukareszteński z 1918 roku przyznał jej południową Dobrudżę. Klęska państw centralnych oddała ją jednak z powrotem Rumunii. Bułgarzy odzyskali ją dopiero w 1940 roku.