- Kategoria:
- Polityka
- Data:
- 5 listopada 1916
- Autor:
- Łukasz Skowroń
W niedzielę 5 listopada 1916 roku, punktualnie w południe, generał-gubernator warszawski Hans Hartwig von Beseler wszedł na podwyższenie w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie i w imieniu cesarza Wilhelma II odczytał po niemiecku manifest dwóch monarchów. W tym samym czasie w Lublinie austro-węgierski generał-gubernator Karl Kuk ogłosił ten sam tekst w imieniu cesarza Franciszka Józefa I. Niemcy i Austro-Węgry zapowiadały, że z ziem Królestwa Polskiego, odebranych Rosji przez ich armie, utworzą „państwo samodzielne z dziedziczną monarchią i konstytucyjnym ustrojem”. Po raz pierwszy od rozbiorów wielkie mocarstwa oficjalnie obiecały Polakom własne państwo. Dokument przeszedł do historii jako akt 5 listopada.
Co obiecano
Manifest był krótki. Cesarze, „przejęci niezłomną ufnością w ostateczne zwycięstwo ich broni”, postanowili ziemie polskie „rosyjskiemu panowaniu wydarte do szczęśliwej przywieść przyszłości”. Nowe Królestwo Polskie miało znaleźć „w łączności z obu sprzymierzonymi mocarstwami rękojmię potrzebną do swobodnego sił swych rozwoju”. Miało mieć własną armię, w której „nadal żyć będą pełne sławy tradycje wojsk polskich dawnejszych czasów i pamięć walecznych polskich towarzyszy broni” z obecnej wojny, ale jej organizację, szkolenie i dowództwo miano uregulować „we wspólnem porozumieniu”. Na koniec manifest zapewniał, że wielkie mocarstwa sąsiadujące z Królestwem od zachodu „z radością ujrzą u swych granic wschodnich wskrzeszenie i rozkwit wolnego, szczęśliwego” państwa.
Równie ważne było to, czego w tekście brakowało. Nowe państwo nazwano „samodzielnym”, a nie niepodległym. Nie miało króla, rządu ani konstytucji. Jedno zdanie załatwiało sprawę terytorium: „Dokładniejsze oznaczenie granic Królestwa Polskiego zastrzega się”. Manifest dotyczył tylko dawnej Kongresówki, okupowanej przez Niemców i Austriaków od lata 1915 roku. O ziemiach polskich zaboru pruskiego i austriackiego nie było w nim mowy. Według niemieckiego polityka cytowanego wtedy przez korespondenta „New York Timesa” w Berlinie samo państwo, jego król i armia narodowa miały powstać dopiero po zawarciu pokoju. Do tego czasu władzę zachowywali obaj generał-gubernatorzy: Beseler w Generalnym Gubernatorstwie Warszawskim i Kuk w austro-węgierskim Generalnym Gubernatorstwie Wojskowym z siedzibą w Lublinie.
Uroczystość na Zamku
Zamek Królewski, od jesieni 1915 roku siedziba Beselera, udekorowano polskimi flagami, po raz pierwszy od 1831 roku. Według relacji berlińskiej, przedrukowanej przez amerykański miesięcznik „Current History”, ceremonia była krótka i prosta. Beseler wystąpił z orderami za zdobycie Antwerpii i polskich twierdz. Po nim polski przekład manifestu odczytał hrabia Bogdan Hutten-Czapski, Polak w służbie niemieckiej. W sali zebrali się członkowie wybranej latem Rady Miejskiej, profesorowie, duchowieństwo z arcybiskupem warszawskim Aleksandrem Kakowskim na czele, naczelny rabin, przedstawiciele arystokracji z księciem Zdzisławem Lubomirskim, prezydentem Warszawy, delegacja studentów ze sztandarami i garstka weteranów powstania styczniowego. Wśród oficerów niemieckich i austriackich stała grupa oficerów Legionów Polskich w szarych mundurach.
W imieniu zebranych podziękował rektor Uniwersytetu Warszawskiego Józef Brudziński, który pod koniec października należał do polskiej delegacji przyjętej w Berlinie przez cesarza i kanclerza. Zapewnił, że Polacy okażą się godni danej im wolności, i poprosił, by na początek powołano dla Królestwa regenta, skoro na wybór króla nie przyszedł jeszcze czas. Beseler odpowiedział, że w Polsce nie ma miejsca na wątpliwości co do przyszłości, a zadaniem Niemców i Polaków jest teraz wspólnie doprowadzić wojnę do zwycięstwa. Dodał, że ma nadzieję wkrótce zobaczyć polskie wojsko walczące u boku państw centralnych.
W Lublinie Kuk odczytał manifest w pałacu generał-gubernatora, w obecności duchowieństwa, przedstawicieli polskich stowarzyszeń i miejscowych notabli. Oświadczył, że sprzymierzeni monarchowie uroczyście gwarantują odbudowę Królestwa Polskiego, a tego faktu nie da się już cofnąć, i zakończył okrzykiem na cześć Polski wzniesionym po polsku. Przed pałacem wciągnięto polską flagę, a wojska austro-węgierskie oddały jej honory. Dwa samoloty zrzuciły nad miastem polskie chorągiewki, a na budynkach publicznych obok barw austro-węgierskich zawisły polskie.
Dlaczego teraz
Od zajęcia Warszawy obaj okupanci spierali się o przyszłość Królestwa. Wiedeń chciał przyłączyć je do monarchii habsburskiej i połączyć z Galicją w ramach tak zwanego rozwiązania austro-polskiego. Berlin się na to nie godził. Beseler w kolejnych memoriałach z lat 1915–1916 przekonywał, że trzeba utworzyć państwo polskie związane z Niemcami, z polską armią u boku Rzeszy. Niemieccy wojskowi długo traktowali zresztą Królestwo jako kartę przetargową, którą w razie odrębnego pokoju z Rosją można by jej zwrócić.
Rok 1916 zmienił rachunek. Państwa centralne poniosły ogromne straty pod Verdun i nad Sommą, a ofensywa Brusiłowa rozbiła znaczną część armii austro-węgierskiej. Pod koniec sierpnia na czele niemieckiego naczelnego dowództwa stanęli Paul von Hindenburg i Erich Ludendorff. Ludendorff, pod wrażeniem postawy Legionów w bitwie pod Kostiuchnówką w lipcu 1916 roku, domagał się szybkiego utworzenia zależnego od Niemiec państwa polskiego, bo tylko ono mogło dać państwom centralnym polskiego rekruta. Rezerwy ludzkie Królestwa szacowano wówczas nawet na milion żołnierzy. Niemieccy wojskowi myśleli zarazem o aneksji. Już w sierpniu naczelne dowództwo proponowało przyłączenie do Prus pasa granicznego wzdłuż zachodnich granic Królestwa.
Austro-Węgry, coraz bardziej zależne od niemieckiej pomocy wojskowej, musiały ustąpić. Minister spraw zagranicznych István Burián i kanclerz Theobald von Bethmann Hollweg jeszcze latem doszli do porozumienia co do zasady utworzenia Królestwa, a w październiku, na naradzie w Pszczynie, gdzie mieściła się niemiecka kwatera główna, zdecydowano, że manifest zostanie ogłoszony bez dalszej zwłoki. Wiedeń chciał przynajmniej zaznaczyć swoją pozycję wobec Polaków w Galicji. Niemal równocześnie z manifestem ogłoszono datowany na 4 listopada list odręczny Franciszka Józefa do premiera Austrii Ernesta von Körbera, mianowanego kilka dni wcześniej. Cesarz, wspominając wierność Galicji i jej ciężkie ofiary w obronie wschodnich granic monarchii, zapowiadał, że w chwili powstania nowego państwa przyzna jej prawo samodzielnego urządzania swoich spraw, czyli szerszą niż dotąd autonomię, w granicach, na jakie pozwala przynależność do Austrii. Premier miał przygotować odpowiednie projekty ustaw.
Zaciąg zamiast rządu
Prawdziwy cel aktu wyszedł na jaw bardzo szybko. 9 listopada Beseler i Kuk wydali wspólną odezwę, w której oświadczali, że powaga wojennej chwili zmusza ich, by zarząd nowego państwa zachować na razie we własnych rękach. Instytucje państwowe Polacy mieli otrzymywać stopniowo, a najważniejszą z nich miało być wojsko. Gubernatorzy wzywali mieszkańców Królestwa, by jako ochotnicy stanęli u boku państw centralnych do walki z Rosją, za przykładem Legionów. Wezwanie do broni, wydane, zanim powstał jakikolwiek polski rząd, wywołało oburzenie i potwierdziło obawy, że chodzi przede wszystkim o polskiego żołnierza i polską siłę roboczą. Ochotników zgłosiło się niewielu.
Polacy wobec aktu
Reakcje były podzielone. Zwolennicy współpracy z państwami centralnymi, w tym skupieni wokół Władysława Studnickiego, uznali manifest za przełom. W Warszawie odbyły się patriotyczne pochody. Wielu Polaków przyjęło jednak akt chłodno albo nieufnie. Obóz Narodowej Demokracji, którego przywódca Roman Dmowski działał na Zachodzie, odrzucał wszelką współpracę z Niemcami i liczył na zwycięstwo Ententy. Działacze narodowi na Śląsku pruskim uznali proklamację za grę pozorów. Historyk Tomasz Schramm zauważa, że w ciągu tygodnia początkowy optymizm ustąpił rozczarowaniu.
Józef Piłsudski nie był już wtedy w wojsku. W lipcu, po walkach na Wołyniu, zażądał zwolnienia ze służby na znak protestu przeciw traktowaniu Legionów, a pod koniec września Austriacy przyjęli jego dymisję. Legiony przemianowano we wrześniu na Polski Korpus Posiłkowy. Piłsudski nie odrzucił aktu, ale 6 listopada w liście do rektora Brudzińskiego przestrzegał, że tworzenie wojska bez polskiego rządu nie ma sensu. Związana z nim Polska Organizacja Wojskowa i ugrupowania niepodległościowe stanęły na tym samym stanowisku: najpierw polska władza, potem polska armia.
Rosja i Ententa
Akt był wymierzony w Rosję, która od odezwy wielkiego księcia Mikołaja z sierpnia 1914 roku obiecywała Polakom zjednoczenie pod berłem cara, ale nie spełniła nawet zapowiedzi autonomii. Jeszcze w lipcu 1916 roku spór o polską autonomię kosztował stanowisko ministra Sazonowa, który ostrzegał, że państwa centralne same ogłoszą jakąś formę polskiej państwowości. Teraz to się stało. Rząd rosyjski zaprotestował 15 listopada, nazywając proklamację „bezwartościową” i rażącym naruszeniem prawa międzynarodowego, które zabrania zmuszania ludności okupowanego kraju do walki przeciw własnej ojczyźnie. Przypominał zarazem, że sam chce utworzyć Królestwo Polskie ze wszystkich ziem polskich. Następnego dnia podobny protest ogłosiła konferencja sprzymierzonych w Paryżu, a premierzy Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch zapewnili Rosję o solidarności telegramami do premiera Borisa Stürmera.
Sojusznicy zaczęli jednak naciskać na Piotrogród, by przeciwstawił niemieckiej obietnicy własną. 2 grudnia nowy premier Aleksandr Trepow oświadczył w Dumie, że cała Polska w granicach etnograficznych będzie wolna, choć w nierozerwalnym związku z Rosją, a 25 grudnia (12 grudnia według kalendarza juliańskiego) car w rozkazie do armii i floty zaliczył do celów wojny utworzenie wolnej Polski ze wszystkich trzech zaborów. W styczniu 1917 roku prezydent Woodrow Wilson wypowiedział się w Senacie za zjednoczoną i niepodległą Polską.
Znaczenie
Sam akt 5 listopada niewiele Polakom dawał: obiecywał państwo bez granic, władcy i rządu, zależne od dwóch okupantów i powołane przede wszystkim po to, by dostarczać im żołnierzy. Mimo to historycy uznają go za jeden z punktów zwrotnych w drodze do niepodległości. Sprawa polska przestała być wewnętrzną sprawą Rosji i stała się kwestią międzynarodową, o którą zaczęły licytować się obie strony wojny. Okupanci musieli też dać Królestwu choćby zaczątki polskich instytucji. 6 grudnia 1916 roku ogłosili rozporządzenie o Tymczasowej Radzie Stanu, która zebrała się w połowie stycznia 1917 roku, a jesienią 1917 roku powołali Radę Regencyjną. To właśnie Rada Regencyjna, wyrosła z aktu 5 listopada, przekazała w listopadzie 1918 roku władzę Piłsudskiemu w odradzającym się niepodległym państwie.